
Zanim zostałeś poczęty - pragnęłam Cię, zanim się urodziłeś - pokochałam Cię, zanim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa za Ciebie umrzeć... Blog o trudach życia we dwoje, a już wkrótce we troje. Ukazuje życie takim jakie jest, a nie takim, jakie chciałabym, aby było. O życiu, takim prawdziwym, nieidealnym, gdzie ważna jest miłość i rodzina.
2016/01/27
Nasz Anioł Stróż.
Pierwszy raz z monitorem oddechu spotkałam się w lipcu, u mojej koleżanki, która pół roku wcześniej niż ja urodziła synka. Oczywiście wiedziałam już wtedy o czymś takim, jak śmierć łóżeczkowa, wiadomo, jak to każda ciężarna spodziewająca się swojego pierwszego dziecka i będąca na zwolnieniu lekarskim, miałam czas. Mnóstwo czasu. I choć spać mogłam na potęgę (śpij, śpij póki możesz, bo potem zobaczysz...), to jednak czasem nie spałam. A gdy nie spałam, to albo oglądałam tv albo siedziałam w internecie i czytałam o różnych gadżetach, które w domu młodych rodziców są totalnymi must have.
I tak, jak mogłam nie mieć wózka składanego jednym palcem, stosu ubranek, samobujających się bujaczków, drewnianych gryzaków, smoczków z trupią czaszką lub napisem kocham-moją-mamę czy szumiących misiów (co nie znaczy, że te gadżety nigdy nie zawitają w naszym mieszkaniu), tak monitor oddechu gdzieś mi się cicho marzył.
Jednak jego cena sprawiła, że nawet nie rozpoczynałam z mężem rozmowy na ten temat, z resztą uznałam, że mój mąż znów uzna mnie za osobę przewrażliwioną i w jego opinii monitor oddechu będzie tylko zbędnym wydatkiem.
Wyobraźcie więc sobie, jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszego dnia po powrocie ze szpitala mąż wyjął spod choinki jeden z prezentów i kazał rozpakować.
Pomimo mojej niechęci, bo w końcu do świąt raptem trzy dni i mogę to otworzyć w Wigilię, rozerwałam papier i moim oczom ukazał się...
monitor oddechu.
Dziś...
Nie wyobrażam sobie dnia bez monitora, to niebieskie, mrygające światełko zapewnia mnie, że Igor śpi, oddycha i ma się dobrze. Dzięki Babysense nie muszę co chwilę sprawdzać synka i podchodzić do jego łóżeczka. I choć sporo osób krytykuje ten zakup, to dla mnie bezpieczeństwo synka jest bezcenne i cieszę się, że są takie gadżety, których zadaniem jest ratowanie życia maluchów. Dodatkowo lubię w monitorze Babysense to, że jest to taka smukła łezka, która wisi na łóżeczku, jest na baterie oraz hałasuje tylko wtedy, gdy życie dziecka jest zagrożone. I oby nigdy Babysense nie musiało zapiszczeć .
A wracając do must have gadżetów... Wiecie co nie pojawia się na tych listach?
Jak dla mnie gadżet ten, jest swoim number one wśród rzeczy niezbędnych, domyślacie się?
Tak, to Wasza miłość do dziecka.
To miłość mamy i taty jest najbardziej potrzebna takiemu malcowi.
Pamiętajcie o tym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz